Dariusz Moździerz Oto pomeczowe podsumowanie kierownika Tuchovii z lekką nutką humoru pod tytułem „Jadowita ta Jadowniczanka”: Ciężko powiedzieć co się wydarzyło po pół godzinie niezłej gry, co ciekawe wysokim pressingiem, naszej drużyny. Wyglądało to jakby ktoś zaciągnął hamulec ręczny i nagle cała gra się posypała. Nie wiem czy wpływ na to miały szybko i łatwo strzelone przez nas bramki, ale i mi się udzielił niespotykany luz na ławce rezerwowych. Jak nigdy pozwalałem sobie na dyskusje i wróżby z Marcinem Okazem, który stał za ławką rezerwowych zamiast koncentrować się na meczu – za szybko uwierzyłem i już oczami wyobraźni widziałem jak ścigamy się z Poroninem kto więcej strzeli. Jadowniczanka po straconych bramkach była bardzo zaskoczona i zupełnie pogubiona, byli w szoku nie wiedzieli co się dzieje. Gdyby nasza drużyna zachowała koncentrację, szybko dobiła rywala kolejną bramką to już by się nie zdołali podnieść. Mielibyśmy 3 punkty i kilka strzelonych bramek na koncie. Czyżby podobnie jak w moim przypadku wdarł się zbytni luz i myśli zakwitły w głowie zawodników, że oto bez wysiłku łatwo miło i przyjemnie zdobędziemy 3 punkty, bo skoro tak łatwo i szybko padły dla nas bramki to padną i kolejne? Nic bardziej mylnego. Ranna zwierzyna jest bardzo niebezpieczna i potrafi wyrządzić dużą krzywdę. Bramka z niczego po rzucie rożnym dodała wiary i siły przyjezdnym i role się odwróciły. Myśliwym stała się Jadowniczanka, a my zwierzyną łowną. Mieliśmy jednak dużo szczęścia, bo goście celowniki mieli rozregulowane. Biorąc pod uwagę wszystko co działo się na boisku to powinniśmy przegrać powiedzmy 3-2. Dlatego remis można uznać za dobry wynik. Nic kompletnie nie wychodziło nam w drugiej połowie, zeszło z nas powietrze. Z meczu w naszym wykonaniu zrobiła się lekka kopanina, wkurzali się zawodnicy sami na siebie, że się gra nie klei, kibice wybrzydzali na naszą grę aż uszy bolały i nerwówka była do samego końca. Martwią dwie bramki zbyt łatwo stracone po stałych fragmentach i w podobny sposób. Coś tam nie zagrało jak trzeba. Mam nadzieje że Jama (uraz pachwiny) i Marcin Barwacz (skopany po udzie) dojdą do siebie. Przed nami seria ciężkich meczy na ciupagi z drużynami z góralskim charakterem w nich bardzo by się przydał przyszły mistrz MMA Jarosław „Demolka” Stachoń, ale gdzieś pod Zamościem Achillesy mu powykręcali czy cuś i niewiadome czy dojdzie do siebie.

No nic i takie mecze się zdarzają. Uszy do góry i walczymy dalej. W niedzielę warto się wybrać w piękny zakątek Polski.Zapraszam do Białki Tatrzańskiej. Pozdrawiam.
kurczak

Posted in Seniorzy

Leave a Comment:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *