Dariusz Moździerz Tak jak obiecaliśmy ruszamy z cyklem „Kierownika okiem”. Oto pomeczowe podsumowanie kierownika Tuchovii z lekką nutką humoru: Ruszyliśmy z piskami opon chociaż najpierw zamielały koła w ciężkim terenie bez włączonego napędu 4×4 – ciekawe jak ta jazda będzie kontynuowana. Nie byliśmy faworytem tych derbów, ale nasi zawodnicy bardzo dobrze odnajdują się w tej roli. Wolania choć miała sporo sytuacji bramkowych i więcej z gry schodziła pokonana. Wysokie zwycięstwo w sparingu (7-0) mogło ich uśpić, ale nie można powiedzieć że Nas zlekceważyli bo cały mecz, do samego końca walczyli o korzystny wynik. Co do samych sparingów każdy graliśmy w innym składzie i wielką niewiadomą było jak się zaprezentujemy w pierwszym meczu ligowym. Chodź sam mecz jakiś tam piękny nie był – jak mówią obserwatorzy – mnie osobiście się podobał. Nie zabrakło walki, serca, była krew, emocje, świetne interwencje Eskiego, bramki no i sporo kibiców. Plastelina – świetnie to ujął trener Lasota – taką strukturę przypominało boisko, ale mogło być znacznie gorzej. Sławek Stec starał się za wszelką cenę zwalcować płytę co mogło skończyć się dramatem, a nie plasteliną. Zakopał się walcem, na szczęście za bramką i nie obyło się bez pomocy ciągnika – dobrze że się nie zakopał na środku boiska. O swoich przygodach w przeddzień meczu lepiej opowiadał nie będę ;-), powiem tylko że zaliczyłem pieszo dystans około 20 paru kilometrów i modliłem się żeby nie było interwencji na boisku, bo ledwie chodzić mogłem, a co dopiero biegać. Niestety kilka razy byłem na boisku opatrywać krwawiących i poobijanych.

W szatni dość spokojny nastrój jednak odczuć można było pewne napięcie. Kolejny mecz z rzędu Eski ma pecha co do koszulek bramkarskich. Po wizytach w szatniach obydwu drużyn Pan sędzia nakazał mu zmienić Jego ulubioną koszulkę i podniósł mu ciśnienie skutecznie – było groźnie, ale i wesoło. Już na samym początku meczu spisał się świetnie wykazując się refleksem broniąc sam na sam z Cabałą, a i zebrał się w 45 minucie po nieporozumieniu z Jamką, dogonił piłkę zmierzającą do bramki przebierając nogami w ”plastelinie” niczym gazela, dopadł ją tuż przed linią. Za chwilę już wraz z Jamką w pełnym porozumieniu zapobiegli wspólnie utracie bramki po uderzeniu z kąta Kucharzyka – brakuje mi tego zawodnika w klubie. Świetnie w debiucie wypadł Kuboń z Żabą. Pierwszy zdobył bramkę, a drugi asystował. Kilka minut po tym jak Cabała wyrównał stan meczu, najmniejszy i najgrubszy he he (nie obrazi się chyba) na boisku „Sznycel” głową wybił piłkę zmierzającą do bramki na 1-2 po uderzeniu Jasiaka. Brameczka na 2-1 i akcja ją poprzedzająca cudo. Odbiór piłki w środku przez Kromę i klepka Daniela Rąpały z Bielakiem i profesorskie uderzenie tego ostatniego. Bielu zagrał trochę tą bramką na nosie trenerowi i dał Mu do myślenia 😉 bo pierwotnie był 19 zawodnikiem w kadrze meczowej – czyli po za 18 meczową.

Oddech ciężko złapać, a tu już w środę kolejny mecz. Zapraszam wszystkich kibiców przynajmniej w takiej ilości jak ostatnio. Pozdrawiam.

Posted in Seniorzy

Leave a Comment:

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *